Opowieści o Carolu: na wyścigach
^ powrót ^

Pewnego dnia wuj Carol powołany został do służby wojskowej w małym pomorskim garnizonie, gdzie dowodził szczególnie rygorystyczny komendant. Matka wuja miała nadzieję, że kto jak kto, ale taki dowódca z pewnością przywiedzie do rozumu jej nieobliczalnego i marnotrawnego syna.
W każdą wolną niedzielę Carol miał w zwyczaju wyjeżdżać do Berlina na wyścigi w Karlshorst, gdzie spotykał się z przyjaciółmi, a czasami nawet i sam dosiadał konia. Ale nie tylko on. Jego komendant również chętnie przyjeżdżał do Karlshorst na wyścigi. Nigdy jednak nie dane mu było pozostać na nich do końca. Zawsze opuszczał główną gonitwę, by zdążyć na ostatni pociąg, mocno dziwiąc się przy tym, że całkowicie spokojny Carol pozostawał na widowni i oglądał galopujące konie. A mimo to następnego dnia stawiał się w garnizonie punktualnie o szóstej. Rozwiązanie tej zagadki stanowił pewien pociąg towarowy, który nocą jechał w odpowiadającym wujowi Carolowi kierunku. Pociąg ten zabierał jednak tylko tych, którzy przewozili bydło. Za każdym więc razem wuj Carol zaopatrywał się u znajomych w nową owcę, z którą bez przeszkód podróżował później do swej jednostki.
Kiedy komendant odkrył wreszcie związek pomiędzy wciąż zadziwiająco rosnącym stadem owiec w swojej stajni, a swym wcześniejszym zdziwieniem na wyścigach, postanowił poranną służbę przesunąć o pół godziny wcześniej. Pociąg towarowy przyjeżdżał zawsze o 5:30, a służba zaczynała się o 6:00. Komendant zmienił godzinę służby na 5:30. Ale - i to był istny cud - w Karlshorst powtórzyła się ta sama co do tej pory, zwykła scena. Komendant poderwał się z miejsca, by zdążyć na pociąg, zaś jego porucznik wciąż siedział i nie przejawiał najmniejszej ochoty, by opuścić wyścigi. Dowódcę coś jednak zatrzymało po drodze na dworzec i ostatni pociąg odjechał bez niego. Bezradnie rozkładając ręce komendant zwrócił się o pomoc do naczelnika stacji. Ten tylko odparł:
- Ma pan pecha.
Po czym dodał:
- Pewien porucznik podróżuje tu zwykle pociągiem towarowym razem z owcą. Ostatecznie pan też się może na to zdecydować. Jednak pociąg ten przyjeżdża [na miejsce] dopiero o 5:30.
Naczelnik stacji zamilkł. Po kilku chwilach namysłu znalazł jednak lepsze rozwiązanie:
- Ten porucznik jedzie dziś dodatkowym pociągiem przed północą. Jeśli go pan poprosi, to pewnie chętnie pana ze sobą zabierze...

z książki Hansa Lehndorffa:
Ludzie, konie, rozległa kraina